Wcześniejsze wpisy. ;) *zacznij czytanie od najstarszego, będziesz rozumieć o co chodzi*

11 lipca, 2014

Rozdział III "Dziwny stan"

Mijały kolejny dni, relacje z tatą Eleanor nie poprawiały się wcale, można by powiedzieć, że jeszcze się pogarszały, bo El już nawet nie zauważała jego obecności w domu, bo pan Wilson pracował w godzinach 6.00-21.30, fajnie jest mieć własną firmę, fajnie do puki nie zaczynają się problemy, wtedy nikt cię nie wyręczy, a zwłaszcza, gdy działasz samemu tzn. nie masz wspólnika. Ale w tym tyle tylko złego, stała się rzecz niemożliwa, na twarzy Eleanor od czasu do czasu pojawiał się uśmiech. Jaki był jego powód? Oczywiście chodziło o ciemnowłosego mężczyznę z pięknymi oczami, chociaż relacje między 16-latkom, a 26-latkiem zaczęły zmierzać w dobrym kierunku, El wolała trzymać Cartera na dystans i uważała go tylko za kolegę. Carter usiłował dowiedzieć się coś o dziewczynie, ale nie dał rady. Za każdym razem zmieniała temat lub kończyła słowami "Muszę już pójść", "Nie mam ochoty o tym mówić", "To moje prywatne sprawy", była bardzo zamknięta w sobie, czego Carter zupełnie nie rozumiał, bo on był otwarty, zawsze mówił co chciał i niczym się nie przejmował, ale jednak wolał nie naciskać. Potrafili przegadać razem całą noc. 26-latek wpadł na świetny, świetny dla niego pomysł by zapoznać Eleanor ze swoimi przyjaciółmi- Stellą Richards, Nickiem Wertensem, Lilianą Andover, Nathanem Bennetem i Joshem Walkiem, uważał, że może przy nich dziewczyna poczuje się bardziej swojo i otworzy się na nowe znajomości.

                                            *U Cartera* 

Paczka jak co piątek spotkali się u Cartera Harveya w domu.
-Co ty taki lekko przydżumiony dzisiaj jesteś?- Nathan zapytał z lekką pogardą w głosie 
-A no myślę, dziewczynę poznałem.- odpowiedział Carter
-E, no stary gratulacje. Przeleciałeś już?- powiedział żartobliwie Josh
-Jebnij się lepiej.- powiedział wkurzony Carter
-Zero poczucia humoru, jakoś dzisiaj.- Josh zmienił ton na bardziej poważny
-Uspokójcie się, nie będziecie się bić.- wtrąciła się Lili
-Dokładnie, ale Carter to co my już ci nie wystarczamy?- oburzyła się Stella
-Nie przesadzaj Stel, na Cartera zawsze leciały.- z lekką zazdrością powiedział Nick
-Ej, a może impreza?- Carter zmienił temat
-Wreszcie jakiś zajebisty pomysł.- ucieszył się Nathan
-Ona bierze?- zapytał Josh, myśląc ciągle o nowej znajomej Cartera, 26-latek nic nie odpowiedział, zrobił minę, która mówiła sama za siebie "zaraz ci przypierdolę".
W obawie, przed bójką Liliana szybko zmieniła temat. 
-Wracając do imprezy... Kiedy, gdzie i kto się tym zajmie? 
-Miałem o tym mówić, ale mi przerwano- spojrzał na Josha, po czym kontynuował- ja jak zwykle zajmę się rozpowiadaniem o imprezie i zapraszaniem ludzi, Warters załatwi jedzenie i napoje, Nath muzyka, dziewczyny zorganizują miejsce, ogarnijcie też może coś, żeby przykuwało uwagę. Dam wam klucze do garażu. A Josh ty załatwiasz alkohol. Wszystkim pasuje?- dokończył wypowiedź Carter
-A dragi?- Josh kontynuował. 
-Udaję, że nie słyszałem, wiesz, że na mojej chacie nie toleruje tego gówna. Przyjdźcie też jutro, ustalimy wszystko dokładnie.- postawił wszystko jasno Carter. Przyjaciele rozeszli się, a Carter od razu zadzwonił do El, dziewczyna odebrała.
-Yo. Mogę wpaść?- zapytał 
-Tak teraz? W jakiej sprawie? 
-Powiem ci jak przyjadę, podasz adres?  
-Ale, poco będziesz przyjeżdżał. 
-Nie ufasz mi?- w słuchawce nastała głucha cisza, dziewczyna nie mogła odpowiedzieć "Ufam", bo nie byłoby to prawdą, ale tym bardziej nie mogła odpowiedzieć "Nie ufam", bo to oznaczałoby koniec ich znajomości. Po chwili zastanowienia odpowiedziała. 
-Dartford,  Hythe 3a.
-Zaraz będę. Do zobaczenia.- zakończył rozmowę, El była zmieszana, z jednej strony bała się przecież tak dobrze nie znała Cartera, z drugiej jednak strony cieszyła się, bo zrobiła mały krok w przód w tej znajomości. Czekała na Cartera z niecierpliwością. Nie wiedziała co ma robić, czy może się przebrać, bo źle wygląda? Albo pomalować, a może jednak jest okej? Jednak zanim zdążyła to przemyśleć 26-latek stał już pod drzwiami, Eleanor otworzyła mu, myślała, że coś się stało, ale Carter był w znakomitym humorze. 
-Zapraszam cię.- powiedział ledwo wchodząc do domu. 
-Mnie? Na co? 
Wzrok Eleanor sparaliżował Cartera, pierwszy raz nie umiał wypowiedzieć słowa w towarzystwie dziewczyny, było to dla niego dość upokarzające. 
-Hej, słyszysz mnie?- zdziwiona El zapytała, gdy Carter siedział, patrzył na nią, był obecny, ciałem ale nie duchem. Po chwili ocknął się. 
-Zapraszam cię na imprezę. Zgadzasz się. 
-Ale... 
-Zapomniałem dodać, to nie było pytanie. 
-No dobrze, ale gdzie? 
-Do mnie, przyjadę w sobotę o 23.00- Eleanor bała się pójścia na imprezę, wstydziła się, że jeszcze nigdy na żadnej nie była, nie licząc kilku szkolnych potańcówek, ale nie mogła dać po sobie tego poznać. 
-Idziesz już? 
-A mam iść? 
-Zapomniałam dodać. To nie było pytanie. 
-Czyli mnie wypraszasz? 
-Można tak powiedzieć. Do soboty, ale nie przyjeżdżaj tu. Spotkajmy się na ulicy Bartholomew. 
-Niech będzie. 
-Do zobaczenia.- Eleanor pożegnała się, Carter wyszedł. Po wyjściu zaczął myśleć, co się z nim stało, dlaczego nie mógł się ruszać, ani mówić? Miał ochotę tylko pocałować El, ale tego zrobić nie mógł, to dziwny, a zarazem tak cudowny stan, została mu nadzieja, że może w sobotę, coś zaiskrzy...