Jak co dzień pan Wilson szykował się do pracy, a Eleanor samotnie siedziała w pokoju, po wyjściu ojca w domu było jeszcze bardziej cicho niż zwykle. Dom dla nastolatki był obcy, czuła się w nim nieswojo, więc postanowiła wyjść na miasto. Przechadzając się po chodniku zobaczyła bibliotekę (uwielbiała czytać) . Weszła, założyła kartę, wypożyczyła dwie książki, które akurat wpadły jej w oko, wychodząc z biblioteki poczuła głód, zaraz za budynkiem była cukiernia, wybrała się do niej zamówić coś do picia i jakieś ciastko. Tam jej uwagę przykuł nieznajomy mężczyzna. Siedział dumnie na krześle przy stoliku najbliżej drzwi. Wyglądał na ok. 25 lat, miał ciemne włosy, ciemne oczy, a także latynoską karnacje. Ubrany był w granatową bluzę i jeansowe spodnie. Przyuważył, że nastolatka się na niego patrzy, uśmiechnął się zalotnie, a uśmiech miał cudowny, taki szczery. Siedział z grupką 5 osób, wyglądali na zgranych przyjaciół, wśród nich były dwie dziewczyny i trzech chłopaków wieku mniej więcej podobnego. Nieco speszona Eleanor spuściła wzrok i zaczęła zamawiać. Nagle chłopak wstał i podążał w stronę zamawiającej, niestety 16-latka nie zauważyła tego, odwróciła się, a on stał za nią, wylany sok zamoczył bluzkę Eleanor, a babeczka upadła jej na ziemię, wściekła dziewczyna wrzasnęła
-Proszę uważać jak pan chodzi! Całe zamówienie na marne!- już zapomniała o jego pięknym uśmiechu i czarujących oczach.
-Po pierwsze nie "pan" tylko Carter, po drugie to ty na mnie wpadłaś, a nie na odwrót, po trzecie przecież mogę zamówić ci to jeszcze raz na mój koszt, a bluzkę wysuszymy i zaniosę do pralni, także na mój koszt.- odpowiedział uśmiechając się. Eleanor patrzyła na niego z oburzeniem.
-Tak? Proszę bardzo, po pierwsze nie przypominam sobie żebym była z panem na "ty", po drugie widział pan jak zamawiam to poco stanął pan tuż za mną? Po trzecie dziękuję, poradzę sobie.
-Zosia Samosia? Zobacz jak wyglądasz, jesteś cała mokra, a na dworze zimno, weź moją bluzę, ja sobie dam radę, jestem tutaj samochodem.- odpowiedział Carter.
-Oblał mnie pan i w dodatku mówi, że kiepsko wyglądam? No dziękuję bardzo, ale jak mam wyglądać cała mokra? Dojdę do domu sama, trzeba było uważać. Dziękuję za fatygę.
-Nie kłóćmy się tu tak, ludzie patrzą. Chodźmy porozmawiać na spokojnie. Aha, powtórzę, nie "pan" tylko Carter.
-Dobrze, niech będzie Carterze, ale ja już pójdę. Do widzenia.- gdy El już miała wyjść Carter złapał ją za ramię i powtórzył.
-Jest za chłodno żebyś tak wracała.- po czym zdjął bluzę.
-Ehhh.. Ale zostaw mnie już w spokoju, przyniosę bluzę barmanowi.- chłopak zadowolony z siebie zajrzał jeszcze do kieszeni od bluzy, uśmiechnął się i wręczył ją nieznajomej.
-Do zobaczenia.- powiedział Carter.
-Do nigdy.- cicho szepnęła Eleanor wychodząc z cukierni...


super *.* po prostu boskie. Bardzo mi się podoba Elenour i Carter. Ciekawa jestem jak to się dalej potoczy. Hehe ależ dżentelmen z tego Carter'a ;) rozwaliła mnie totalnie ta rozmowa ich. Już uwielbiam to !!!
OdpowiedzUsuńPozdrawiam!
Weny życzę ;:)
super
OdpowiedzUsuńŚwietne! Ta ich rozmowa hahhha jebłam XD uwielbiam takie opowiadania <3
OdpowiedzUsuńhttp://angelofdarknessharrystyles.blogspot.com/