Wcześniejsze wpisy. ;) *zacznij czytanie od najstarszego, będziesz rozumieć o co chodzi*

08 lipca, 2014

Rozdział II "(Nie)Szczęśliwy wypadek. "

Tego dnia ojciec Eleanor do pracy pojechał jeszcze wcześniej niż zwykle, nie było go w domu już wtedy, gdy El wstała, lecz wcale nie zauważyła tego, gdyż cały czas myślała o Carterze. "Ehhhh, jak można by tak strasznym egoistą? Myśli tylko o tym jak by tu wyrwać młodszą panienkę, nie liczy się z tym, że może zrobić komuś krzywdę, ale niestety tym razem ma wielkiego pecha, bo mi WCALE się nie podoba, wybrał złą dziewczynę do tych swoich gierek, nie jestem jak jego poprzednie laski, ja jestem porządna... Aż nie chce mi się wracać do tej cukierni oddawać mu tej bluzy... A jak tam będzie na mnie czekał z nowym pomysłem na podryw? Chyba bym nie wytrzymała!" po czym poszła na górę, wziąć bluzę...
-No pięknie... Ona jest cała brudna. :\ Będzie trzeba ją wyprać.- gdy wkładała bluzę do pralki, z przyzwyczajenia zajrzała do jej kieszeni. Nie była zdziwiona, że w bluzie był adres i numer telefonu do Cartera, jednak jej uwagę przykuł napis z drugiej strony kartki.
"Jak i kiedy on zdążył to napisać i włożyć mi do kieszeni? Jaka je jestem głupia, po co w ogóle brałam tą bluzę, chyba muszę do niego zadzwonić..." El, wykręciła numer, zadzwoniła, a ktoś odebrał. 
-Hej, tu Eleanor Fenty, ja w sprawie bluzy.
-Ooo, Eleanor... Jak ładnie. Czyli jednak kawa? Świetnie. Gdzie mam po ciebie podjechać?
-Żadna kawa, chciałam zapytać kiedy mam ci przynieść tą bluzę?
-*śmiech* 
-Co w tym takiego śmiesznego?- zapytała oburzona El. 
-Podobam ci się. 
-Nie, nawet wcale! 
-Ja wiem. 
-Daj mi spokój. Okej? Ja tylko chcę oddać ci tą cholerną bluzę! 
-Na kartce napisałem wyraźnie, a to, że nadal się nie rozłączyłaś, świadczy, że czujesz coś do mnie. 
-Widzę błąd, nie czuję do ciebie, tylko na ciebie. Czuję na ciebie wściekłość. 
-Mhmm.. To zróbmy tak.. Gdzie mieszkasz?
-Ty jesteś nienormalny? Nie podam ci mojego adresu. 
-No dobrze, a blisko masz do tej cukierni? 
-Blisko... 
-Ok, to do zobaczenia dziś w cukierni o 9.00, będę przed czasem. 
-Nie? Halo, halo?! Ja muszę ją jeszcze wyprać...- po chwili -Kur*a rozłączył się, wygląda na to, że muszę tam iść, która ta godzina... 8:19, no pięknie.- Eleanor zaczęła szykować się do wyjścia, po czym wypadła z domu i popędziła na miejsce spotkania, niestety tuż przed samą cukiernią poślizgnęła się i upadła, strasznie rozbolała ją kostka, z cukierni wybiegł Carter. 
-Oj, jaka sierotka. Co ci się stało?- pomógł jej wstać 
-Ałł, nic... Przewróciłam się. 
-Może pojedziemy do lekarza? Masz bardzo spuchniętą kostkę.- zapytał w trosce o zdrowie El
-Przestań, tylko trochę spuchła, przeżyję.
-Czy ty zawsze musisz robić wszystko sama? 
-Sorry, taka już jestem, mnie nie zmienisz.- po czym Eleanor jak i Carter zamilkli. 
-Wskakuj.- powiedział Carter wskazując na auto. 
-Nie ma potrzeby.
-Zawiozę cię do siebie, nie zostawię cię tak samej.- Eleanor z niechęcią, ale zgodziła się i wsiadła do samochodu, po drodze 16-latka i 26-latek rozmawiali ze sobą o tańcu, sporcie, jedzeniu... Carter trochę żartował, El wreszcie zobaczyła w nim "człowieka". 
-A właśnie, masz bluzę?- nagle wtrącił się Carter. 
-Eee.. Bluza... Jest w domu...- powiedziała nieco zmieszana
-*śmiech* 
-No znowu się tak śmiejesz!- Carter spojrzał na zarumienioną Eleanor i mruknął. 
-Zakochana...- dziewczyna usłyszała to, uśmiechnęła się tak, żeby on nie zauważył i udawała, że wcale nic nie słyszała. 
Gdy weszła do domu Cartera czuła się dziwnie, a zarazem wspaniale. Dom Cartera był ogromny, pełno pokoi, łazienek, piękny salon z wielkim balkonem, a za balkonem basen, boisko do siatkówki, piłki nożnej oraz wiele różnych atrakcji, których nie dało się dostrzec z daleka. 
-Masz piękny dom.- powiedziała El
-Wiem.- dumnie odparł Carter puszczając zalotne spojrzenie na El. 
-Twoja nieśmiałość jest przerażająca. 
-Zacytuję. Pozwolisz? "Sorry, taki już jestem, mnie nie zmienisz.: 
-Oj, przestań już, bo się zarumienię!
-*śmiech*
-Wkurza mnie to!- dodała El. 
-Widzę.- zakończył temat Carter. 16-latka została jeszcze trochę u Cartera, gdy kostka przestała nieco boleć, a opuchlizna trochę zeszła, Carter zaproponował podwózkę do domo, jednak El nie ustępowała i oczywiście nie zgodziła się, poprosiła, żaby podwiózł ją pod cukiernie 
-Nic na siłę.- burknął nieco rozczarowany. 



-

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz