-No pięknie... Ona jest cała brudna. :\ Będzie trzeba ją wyprać.- gdy wkładała bluzę do pralki, z przyzwyczajenia zajrzała do jej kieszeni. Nie była zdziwiona, że w bluzie był adres i numer telefonu do Cartera, jednak jej uwagę przykuł napis z drugiej strony kartki.
"Jak i kiedy on zdążył to napisać i włożyć mi do kieszeni? Jaka je jestem głupia, po co w ogóle brałam tą bluzę, chyba muszę do niego zadzwonić..." El, wykręciła numer, zadzwoniła, a ktoś odebrał.
-Hej, tu Eleanor Fenty, ja w sprawie bluzy.
-Ooo, Eleanor... Jak ładnie. Czyli jednak kawa? Świetnie. Gdzie mam po ciebie podjechać?
-Żadna kawa, chciałam zapytać kiedy mam ci przynieść tą bluzę?
-*śmiech*
-Co w tym takiego śmiesznego?- zapytała oburzona El.
-Podobam ci się.
-Nie, nawet wcale!
-Ja wiem.
-Daj mi spokój. Okej? Ja tylko chcę oddać ci tą cholerną bluzę!
-Na kartce napisałem wyraźnie, a to, że nadal się nie rozłączyłaś, świadczy, że czujesz coś do mnie.
-Widzę błąd, nie czuję do ciebie, tylko na ciebie. Czuję na ciebie wściekłość.
-Mhmm.. To zróbmy tak.. Gdzie mieszkasz?
-Ty jesteś nienormalny? Nie podam ci mojego adresu.
-No dobrze, a blisko masz do tej cukierni?
-Blisko...
-Ok, to do zobaczenia dziś w cukierni o 9.00, będę przed czasem.
-Nie? Halo, halo?! Ja muszę ją jeszcze wyprać...- po chwili -Kur*a rozłączył się, wygląda na to, że muszę tam iść, która ta godzina... 8:19, no pięknie.- Eleanor zaczęła szykować się do wyjścia, po czym wypadła z domu i popędziła na miejsce spotkania, niestety tuż przed samą cukiernią poślizgnęła się i upadła, strasznie rozbolała ją kostka, z cukierni wybiegł Carter.
-Oj, jaka sierotka. Co ci się stało?- pomógł jej wstać
-Ałł, nic... Przewróciłam się.
-Może pojedziemy do lekarza? Masz bardzo spuchniętą kostkę.- zapytał w trosce o zdrowie El
-Przestań, tylko trochę spuchła, przeżyję.
-Czy ty zawsze musisz robić wszystko sama?
-Sorry, taka już jestem, mnie nie zmienisz.- po czym Eleanor jak i Carter zamilkli.
-Wskakuj.- powiedział Carter wskazując na auto.
-Nie ma potrzeby.
-Zawiozę cię do siebie, nie zostawię cię tak samej.- Eleanor z niechęcią, ale zgodziła się i wsiadła do samochodu, po drodze 16-latka i 26-latek rozmawiali ze sobą o tańcu, sporcie, jedzeniu... Carter trochę żartował, El wreszcie zobaczyła w nim "człowieka".
-A właśnie, masz bluzę?- nagle wtrącił się Carter.
-Eee.. Bluza... Jest w domu...- powiedziała nieco zmieszana
-*śmiech*
-No znowu się tak śmiejesz!- Carter spojrzał na zarumienioną Eleanor i mruknął.
-Zakochana...- dziewczyna usłyszała to, uśmiechnęła się tak, żeby on nie zauważył i udawała, że wcale nic nie słyszała.
Gdy weszła do domu Cartera czuła się dziwnie, a zarazem wspaniale. Dom Cartera był ogromny, pełno pokoi, łazienek, piękny salon z wielkim balkonem, a za balkonem basen, boisko do siatkówki, piłki nożnej oraz wiele różnych atrakcji, których nie dało się dostrzec z daleka.
-Masz piękny dom.- powiedziała El
-Wiem.- dumnie odparł Carter puszczając zalotne spojrzenie na El.
-Twoja nieśmiałość jest przerażająca.
-Zacytuję. Pozwolisz? "Sorry, taki już jestem, mnie nie zmienisz.:
-Oj, przestań już, bo się zarumienię!
-*śmiech*
-Wkurza mnie to!- dodała El.
-Widzę.- zakończył temat Carter. 16-latka została jeszcze trochę u Cartera, gdy kostka przestała nieco boleć, a opuchlizna trochę zeszła, Carter zaproponował podwózkę do domo, jednak El nie ustępowała i oczywiście nie zgodziła się, poprosiła, żaby podwiózł ją pod cukiernie
-Nic na siłę.- burknął nieco rozczarowany.
-



Brak komentarzy:
Prześlij komentarz